Friday, October 7, 2016

Świnoujście i rękawiczki

Skąd taki temat posta? Już tłumaczę.

Świnoujście - niecały rok temu, w Sylwestra, będąc właśnie w Świnoujściu, brałem udział w biegu sylwestrowym. Wtedy, dokładnie 31-ego grudnia 2015 roku przekroczyłem roczny dystans 1400 km. Rok wcześniej było to niecałe 1250 km. Kto by pomyślał, że dobiję do takiej wartości.

No to skąd to Świnoujście w temacie posta? Otóż dzisiaj wieczorem biegając po Kabatach przekroczyłem pokonany w zeszłym roku dystans. Mam już 1409 km w nogach w tym roku. I nawet nie ma połowy października. Widać w tym dwie rzeczy:
- trenuję więcej,
- trenuję regularnie.

I to chyba to drugie stwierdzenie najdokładniej opisuje mijający rok. Regularność.

Rękawiczki - tu wytłumaczenie jest proste. Zaczęły się zimne dni i zimne wieczory. W ostatni wtorek biegałem bez rękawiczek. Bardzo zmarzłem - efektem tego jest dzisiejszy trening już w rękawiczkach. Czułem się naprawdę komfortowo.

Pozostała ostatnia letnia część ubioru - jeszcze nie czuję się gotowy aby na treningi zakładać długie spodnie. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Przemyślenia - od dwóch dni myślę intensywnie nad przyszłorocznym planem startowym. Skupiam na razie się przede wszystkim na 39. PZU Maratonie Warszawskim. To dopiero za rok ale już mam wstępny plan i marzenie w głowie. Apetyt po tegorocznym starcie w Maratonie Warszawskim wyostrzył mi się. Teraz to już marzy mi się do niedawna abstrakcyjny czas 3:20. Wydaje mi się, że to jest do zrobienia. Powoli zaczynam poszukiwać planu treningowego.

A potem? Jeszcze nieśmiało, może za dwa lata, a już najpóźniej za trzy będzie próba zejścia poniżej magicznej granicy 3:00. Nigdy nie myślałem, że to pojawi się w moich planach. Ale po tegorocznym sezonie widzę, że jak porządnie człowiek przepracuje sezon to potem jest czas na zbieranie owoców tej ciężkiej pracy. Dlatego spróbuję. Trzeba mieć marzenia. 3:00 najpóźniej w 2019 roku.

Tyle.

No comments:

Post a Comment