Sunday, August 28, 2016

III BMW Półmaraton Praski

Zapowiadana była upalna niedziela. I tak było. Na szczęście start półmaratonu zaplanowany był na 8:30 więc była szansa wyrobić się jeszcze przed najgorszymi upałami.

Na start pojechaliśmy większą grupą skupioną wokół Parkrunu Warszawa-Ursynów. Były wspólne zdjęcia, wspólne polegiwanie i zdychanie po biegu :)




Start był na al. Zielenieckiej w stronę Teatru Powszechnego. Stanąłem w strefie biegnących na 1:40. Plan był na początku zacząć z grupą na 1:40 (czyli planowane tempo około 4:44 min/km) ale już po dwóch kilometrach, czyli po solidnej rozgrzewce polecieć do przodu na docelowe tempo, które zaplanowałem na 4:40 min/km. To daje czas na mecie 1:38:28. To były takie bezpieczne szacunki. Na pewno wynik lepszy od majowego Półmaratonu Hajnowskiego gdzie wybiegałem 1:39:41.

Ale tłok na starcie spowodował, że początkowo biegliśmy 5:30, potem 5:15, a dopiero po prawie 400 metrach poniżej 5:00. Po 500 metrach zacząłem wyprzedzać i zacząłem już jechać równym tempem 4:40 min/km. Równe to tak górnolotnie powiedziane :) Bo cały czas wahało się w przedziale 4:30-4:40 min/km.



I biegłem, biegłem, biegłem... Na każdym punkcie nawadniania piłem po trzy kubki wody. Gorąco było. Szkoda się odwodnić. Na 6, 12 i 14 km zjadłem po żelu, po drodze jeszcze kilka kawałków bananów. Było dobrze. Nogi same niosły!




Jak wbiegłem na Wał Miedzeszyński zobaczyłem Karolinę Kundys, z naszej ursynowskiego ekipy Parkrunowej. Była kilka minut przede mną. W końcu uzyskała czas o 1 minutę lepszy.




Na Wale z dobry kilometr jechał obok mnie Tomek Czechoski. Również z ursynowskiego Parkrunu. Napoił mnie porządnie. Dużo to dało. I to już było około 15-ego km. Czyli z górki.

Na 18-tym km już czułem zmęczenie. Nie dziwne, to już końcówka. Bałem się jednak, że mi braknie energii na ostatni kilometr. Ale cisnąłem dalej. Tutaj też spotkałem Łukasza, który dzisiaj akurat nie biegł bo leczy kontuzję. Kibicował jak to on w stroju Pana Banana. Zresztą przyjechał z plecakiem pełnych bananów, które rozdawał biegnącym :-)





Na 20-tym km złapałem ostatniego banana i dwa kubki wody. I cisnąłem dalej. Jeszcze przelotem spojrzałem na rozpiskę międzyczasów i widzę, że mam sporo zapasu do bezpiecznego 1:38:28. Jest dobrze.

Jak już minąłem Teatr Powszechny, drugi raz już dzisiaj, to w jednej chwili poczułem w nogach cały dystans. Ale widziałem też już zbieg w stronę mety. Już coraz bliżej. W momencie gdy mi zostało około 600 metrów przełączyłem Garmina w tryb stopera. A tam? 1:36 z groszami! Myślę! Będzie 1:37? Kurde, ile bym dał! No to przyspieszyłem :-) Ale od razu sobie pomyślałem, że będzie ciężko bo jednak został mi kawałek drogi a czasu 1 minuta i kilka sekund... Teraz jak już jestem po i widziałem wskazania Garmina to na finiszu zszedłem z tempem poniżej 4:00 min/km, było nawet 3:30 min/km :)

Ale udało się!!! Pierwszy raz czas z Garmina pokrył się z czasem pomiaru. Równo 1:37:39!




Bardzo ciepło jak na taki dystans, ale podsumowując - cały czas widać efekty treningu jak robiłem na wiosnę szykując się do złamania 20 minut na 5km. Wszystkie moje ostatnie wyniki to efekt tych przygotowań i utrzymywania formy na całkiem wysokim poziomie.

PZU Maraton Warszawski - to już za 4 tygodnie. Jestem spokojny o wynik. Będzie oczywiście mnie to kosztowało mnóstwo wysiłku i nerwów. To przecież maraton. Ale wiem, że przygotowałem się dobrze, przepracowałem wiosnę i lato naprawdę uczciwie. Planowany na wrzesień czas 3:45 jest realny. Jak zawsze będę biegł tak aby minimalnie zejść poniżej, czyli mam nadzieję na 3:44 i jakieś sekundy.

Wyniki:
Czas: 1:37:39
Tempo: 4:37 min/km
M-ce open: 455 / 5646,
M-ce kat. wiekowa: 206 / 1876,
M-ce płeć: 436 / 4299.

Endomondo: https://www.endomondo.com/users/6342874/workouts/794700274



No comments:

Post a Comment