Saturday, December 10, 2016

XIV Półmaraton św. Mikołajów, Toruń

Zimno. I znowu, miało być spokojnie. A wyszło jak zawsze :) Po sobotnim Parkrunie czułem zmęczenie ale byłem także lekko podekscytowany. Zwykle startuję w Warszawie. Poza półmaratonem w Białymstoku to mój dopiero drugi start poza Warszawą. Bałem się dodatkowo, że po sobotnim udziale w Parkrunie będe odczuwał zmęczenie.

Dojazd w okolice startu zapewniał organizator. Przy mecie (przy Arenie Toruń) podstawione były autobusy, którymi potem zostaliśmy zawiezieni na start.

Autobus Mikołajów

Na starcie stanęło ponad 4 tysiące biegaczy. Z tego połowa była na 10km, reszta startowała w półmaratonie. Na linii startu było czerwono bo każdy musiał startować w czerwonej koszulce i czapce Mikołaja.

Mikołaj Kopernik także dostał czerwoną czapkę

Trasa nie była atestowana. Prowadziła po różnych nawierzchniach. Niekoniecznie takich,  jakie chciałoby się widzieć na półmaratonie. Czyli pierwsze dwa, trzy kilometry były po kocich łbach. Wszyscy lecieli bokami, po chodnikach. Potem były dwa odcinki szutrowej drogi, pełnej dziur z kałużami. Tu było już trzeba uważać. Były jakieś przebiegi przez parki, jakieś podbiegi. I dwa mosty, bardzo długie. Pomimo tych trudności trasa była bardzo sympatyczna.

Na starcie stawiła się mocna reprezentacja naszej ursynowskiej grupy. Było tradycyjne zdjęcie z flagą Biegu Chomika.

Ekipa chomikowa z Ursynowa

A jak mi się biegło? Zakładałem czas na mecie około 1:39 czyli powinienem biec tempem w okolicach 4:40 min/km. Ale biegło się naprawdę świetnie. Dodatkowo mróz dopingował do szybszego biegu. W efekcie tempo średnie wyszło mi 4:33 min/km i końcowy czas 1:36:04. Mimo, że trasa nie miała atestu to i tak Garmin pokazał równe 21100 m.

Za metą z nową życiówką

Podsumowując - za rok równie chętnie przejadę się do Torunia. Zarówno na Parkrun jak i na półmaraton. A co.


Wyniki:
data: 2016-12-04,
czas: 1:36:04,
tempo: 4:33 min/km,
miejsce open 170/1757,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 36/266,
miejsce wg płci: 160/1317.

Sunday, December 4, 2016

69. Parkrun Toruń

Pierwszy parkrun poza macierzystym Ursynowem. I dokładnie 30-ty mój udział w ramach parkrunów.

Flagi już są. Ale uczestnicy dopiero się schodzą.

Dzień był słoneczny. Zimno nie pozwalało na stanie w miejscu. Trzeba było zasuwać :) Dużo startujących, niesamowita atmosfera.


Oczywiście ze względu na zbliżający się półmaraton Mikołajów i same mikołajki cała masa ludzi ubrana była w czapeczki mikołajowe, kilku przebrało się całkowicie. Była też Śnieżynka... Z kilkudniowym zarostem :)

Jest i Śnieżynka

Trasa parkrunu biegła po lesie. Nie wiem jak ten lasek/park się nazywa. Trasa bardzo szybka i mimo, że były to dukty leśne nie zauważyłem, że spowalniały mnie.




Bo biegu była ciepła herbata z cytryną. Przydało się to, w sumie było na -1 st.C.

Ciekawie jest zobaczyć inny parkrun. Był on trochę inaczej prowadzony, odprawa była krótka, wspomniani zostali tylko sponsorzy. I start. Ale co parkrun to obyczaj :)


Wyniki:
czas: 0:21:05,
tempo: 4:13 min/km,
miejsce open 8/47,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 2/9,
miejsce wg płci: 7/43.

Endomondo: kliknij tutaj...
Wyniki Parkrun: kliknij tutaj...

Friday, November 11, 2016

28. Bieg Niepodległości


Brama startowa 28. Biegu Niepodległości

Na start 28-ego Biegu Niepodległości wybraliśmy się całą ekipą biegaczy Parkun W-wa Ursynów. Było nas chyba z 10 osób. Przed startem było obowiązkowe zdjęcie z flagą Biegu Chomika.


Bieg Chomika - Grupa Biegowa Parkrun W-wa Ursynów

Startowałem z lekką obawą bo ostatni start na 10km miałem w czerwcu - Bieg Konstanciński. A tak to same 5-ki oraz półmaraton i maraton. Dlatego też plan był aby wynik z czerwca tylko lekko poprawić ale bez napinki. Dwa poprzednie Biegi Niepodległości były nieudane i zawsze brakowało mi kilkanaście sekund do poprawy czasu na 10km.



Tym razem poprawiłem się o ponad minutę. Rozpiskę międzyczasów zrobiłem sobie na czas 43:40. Założyłem sobie taki bezpieczny czas. To byłby całkowicie satysfakcjonujący czas. W Konstancinie miałem 0:44:13 byłaby to poprawa po pół minuty. Bomba!

Wyszło znacznie lepiej. Wykręciłem czas 0:43:08. I teraz pojawił się niedosyt :-) Bo tylko 9 sekund aby mieć 42 minuty :-) Nigdy nie ma idealnie.

Biegłem tempem bliskim temu co biegam ostatnio na Parkrunach, czyli około 4:20. Parkruny w tym tempie zaczynają być w miarę komfortowe więc dlaczego nie spróbować tego na 10 km. Było ryzyko, że na koniec opadnę z sił ale co tam. Ostatni kilometr był 3:56 min/km :) Widać, że da się :) Poza tym Ci kibice! Naprawdę kapitalnie biegnie się, gdy tłum ludzi kibicuje. Dzięki temu niektórzy mieli naprawdę imponujące finisze :-)

Mimo tłoku na początku pierwszy kilometr zrobiłem w idealnym czasie - 4:22 min. Potem wszyscy biegacze, mimo że było ich dużo, nawet pomagali bo dzięki temu lepiej trzymało się tempo. Biegłem sam, patrząc tylko na Garmina. Zresztą nie widziałem żadnego pacemakera w strefie II, z której startowałem. Kolejne kilometry szły w miarę równo. Co 1 km robiłem w głowie szybki rachunek na ile bezpieczny jest założony czas. Nawet przez moment nie bałem się, że go nie dowiozę do mety.

Garmin pokazał mi na mecie 43:14, potem sms od datasport.pl poprawił to na 43:08 :-) To się nazywa prezent. 6 sekund piechotą nie chodzi :-)

Na mecie z nowym rekordem życiowym

I znowu - kolejny start i kolejna życiówka. To kolejny efekt treningu na 5-tkę i do maratonu! Ostatnio zacząłem kolejne podejście do treningu i złamania 20 min na 5km. Niestety 2 tygodnie temu odpuściłem sobie. Zmęczony już jestem. Ostatnie moje treningi są już lajtowe, bez napinki. Jeden ostatnio nawet sobie odpuściłem :)

Co jeszcze zostało w tym roku? Poza Parkrunami jest jeszcze Półmaraton w Toruniu. Chciałbym tam poprawić swój wynik z sierpniowego BMW ale jak mi się nie uda to świat nie zawali się. W tym roku osiągnąłem to co chciałem. I nawet więcej.


Wyniki:
czas: 0:43:08,
tempo: 4:18 min/km,
miejsce open 1187/12545,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 481/3254,
miejsce wg płci: 1136/8407.

Saturday, October 8, 2016

82. Parkrun Warszawa-Ursynów

Dzisiejszy parkrun to był debiut Antka na trasie 5 km. Debiut na jakiejkolwiek trasie to już nie był, bo na początku września zaliczył udział w Onkobiegu przy Centrum Onkologii na Ursynowie. Dzisiaj pokonał całą trasę z kilkoma raptem przerwami na marsz i jedną glebą :)


Krótko mówiąc rośnie nowe pokolenie :)

Z Antkiem biegła Eliza. Ja biegłem swoje. Po moim trzech kółkach i po krótkim odpoczynku dołączyłem do nich i ich ostatnie kółko pokonaliśmy już razem.


Przed samą metą Antek zaliczył porządny finisz i wyprzedził nawet Mamę :) Osiągnął czas 39:14, co dało mu 60-te miejsce na wszystkich 65 startujących.


Ja wykręciłem 21:20. Wydawało mi się, że lecę bardzo dobrze. Ale to było tylko wrażenie. Już wychodzi zmęczenie i chyba podświadomie trochę odpuściłem. Na metę wpadłem jako 13-ty. Na samym finiszu, na ostatnich metrach wyprzedziłem jedną osobę. Nie wiedziałem, że można z siebie tyle wykrzesać już na sam koniec. Garmin pokazał mi na ostatnich metrach tempo w okolicach 3:30-3:40 min/km! Nie wiedziałem, że tyle mogę wyciągnąć :)



Wyniki:
czas: 0:21:20,
tempo: 4:16 min/km,
miejsce open 13/65,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 2/12,
miejsce wg płci: 13/48.

Endomondo: kliknij tutaj...
Wyniki Parkrun: kliknij tutaj...

Friday, October 7, 2016

Świnoujście i rękawiczki

Skąd taki temat posta? Już tłumaczę.

Świnoujście - niecały rok temu, w Sylwestra, będąc właśnie w Świnoujściu, brałem udział w biegu sylwestrowym. Wtedy, dokładnie 31-ego grudnia 2015 roku przekroczyłem roczny dystans 1400 km. Rok wcześniej było to niecałe 1250 km. Kto by pomyślał, że dobiję do takiej wartości.

No to skąd to Świnoujście w temacie posta? Otóż dzisiaj wieczorem biegając po Kabatach przekroczyłem pokonany w zeszłym roku dystans. Mam już 1409 km w nogach w tym roku. I nawet nie ma połowy października. Widać w tym dwie rzeczy:
- trenuję więcej,
- trenuję regularnie.

I to chyba to drugie stwierdzenie najdokładniej opisuje mijający rok. Regularność.

Rękawiczki - tu wytłumaczenie jest proste. Zaczęły się zimne dni i zimne wieczory. W ostatni wtorek biegałem bez rękawiczek. Bardzo zmarzłem - efektem tego jest dzisiejszy trening już w rękawiczkach. Czułem się naprawdę komfortowo.

Pozostała ostatnia letnia część ubioru - jeszcze nie czuję się gotowy aby na treningi zakładać długie spodnie. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Przemyślenia - od dwóch dni myślę intensywnie nad przyszłorocznym planem startowym. Skupiam na razie się przede wszystkim na 39. PZU Maratonie Warszawskim. To dopiero za rok ale już mam wstępny plan i marzenie w głowie. Apetyt po tegorocznym starcie w Maratonie Warszawskim wyostrzył mi się. Teraz to już marzy mi się do niedawna abstrakcyjny czas 3:20. Wydaje mi się, że to jest do zrobienia. Powoli zaczynam poszukiwać planu treningowego.

A potem? Jeszcze nieśmiało, może za dwa lata, a już najpóźniej za trzy będzie próba zejścia poniżej magicznej granicy 3:00. Nigdy nie myślałem, że to pojawi się w moich planach. Ale po tegorocznym sezonie widzę, że jak porządnie człowiek przepracuje sezon to potem jest czas na zbieranie owoców tej ciężkiej pracy. Dlatego spróbuję. Trzeba mieć marzenia. 3:00 najpóźniej w 2019 roku.

Tyle.

Saturday, October 1, 2016

81. Parkrun Warszawa-Ursynów

Jeszcze czując w nogach niedzielny maraton stwierdziłem, że jednak spróbuje zaliczyć sobotni parkrun. Szybko stanąłem na nogi po maratonie i już we wtorek zaliczyłem pierwszy trening. Następny w czwartek. Każdy po piątce. Poza bolącym palcem nie było większych objawów zmęczenia.


Aczkolwiek dzisiaj poczułem, że do pełnej regeneracji to jeszcze trochę brakuje. Jeszcze jakieś dwa tygodnie i zapomnę o maratonie. Dzisiaj czułem to w nogach. I głowa też czuła bo nie była w stanie zmusić nóg do takiej pracy jak trzeba. Mimo to wynik mogę uznać za satysfakcjonujący. Nie było tego co prawda widać na mecie, bo zanim całkiem wydobrzałem to minęło dobrych 5 minut... Nie mogłem złapać oddechu i głowa była mocno skołowana.



Finisz też był mocny. Na ostatnich 50 metrach wyprzedziłem jedną osobę, tempo według Garmina było wtedy mocno poniżej 4:00 min/km.


Za jakieś dwa tygodnie rozpocznę trening do kolejnego podejścia do złamania 20 min na 5km. Może w tej iteracji mi się uda :) A jak nie to na wiosnę.

Wyniki:
czas: 0:21:09,
tempo: 4:13 min/km,
miejsce open 13/67,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 5/10,
miejsce wg płci: 13/49.

Endomondo: kliknij tutaj...
Wyniki Parkrun: kliknij tutaj...

Monday, September 26, 2016

38. PZU Maraton Warszawski

Mega-mega-mega udany start. Kompletnie nie planowałem wyniku jaki uzyskałem na mecie. Planowany był czas 3:45, może z lekkim zapasem czyli delikatne 3:43. Taki wynik byłby naprawdę wspaniały. 

Przed startem na ul. Karowej
A jak wyszło? 3:36:56! Nie wiem jak to się udało. Od 30-tego kilometra miałem zapas 6 minut względem 3:45. Od tego momentu cel był jeden - utrzymać ten zapas. Tylko to i aż to. Jak mijałem flagę na 38-ym kilometrze było to już ponad 6 minut ale już walczyłem z ogromnym zmęczeniem i ogromnym bólem mięśni i stop. Było ciężko. Marzyłem aby się zatrzymać. Wtedy dopiero biegłem mój maraton. Do 34-ego km było bardzo komfortowo aczkolwiek zmęczenie czułem już od okolic 22-ego km. Walka jednak zaczęła się od tego 38-ego kilometra.

Mobilne depozyty
A jak to było od początku?

Razem z grupą biegnącą na 3:45 zaczęliśmy trochę szybciej niż docelowe tempo. Docelowe tempo miało być 5:20 min/km. My lecieliśmy z zającem około 5:05 - 5:10 min/km. Ale pierwsze kilometry to rozbieg i euforia i tak to traktowaliśmy. Ale mi się biegło znakomicie. Jak zając zwolnił do tempa 5:20 min/km ja poleciałem dalej tempem 5:05 - 5:10 min/km. I tego tempa już nie odpuściłem aż do samej mety. Tempo z całego maratonu wyszło 5:07 min/km.

Grupa z zającem na 3:45
Na Ursynowie spotkałem ekipę Parkrunową. Kibicowali bardzo głośno :) Na 11-tym stała także Elizka z Igorem i Antkiem. Dostałem od nich dwa żele i cuksy energetyczne. Miło było ich zobaczyć. Dodało mi to sporo energii.

Cały czas bałem się, że przesadzę z tempem. Ale leciałem cały czas tak samo. Połknąłem pierwszego zająca na 3:40. Potem drugiego. Potem trzeciego. Przede mną pokazał się zając na 3:35. I doszedłem go. O matko! W tym momencie zrobiłem szybką kalkulację - nie utrzymam jego tempa do końca, a to był dopiero 13 km. Odpuściłem. Trudno. Taki czas nie był w planie. I jechałem dalej 5:10 min/km.

I tak leciały kilometry. Dopiero minęła niecała doba od maratonu a ja już niestety nie jestem w stanie przypomnieć sobie niektórych momentów z trasy... Pamiętam natomiast chwile gdy przebiegałem przez strefy kibicowania, gdzie stało mnóstwo ludzi, gdzie wszyscy krzyczeli, pozdrawiali i przybijali piątki. Takie momenty to chyba najpiękniejsze chwile z maratonu. Mimo, że jest się dla kibiców anonimowym biegaczem, to człowiek daje z siebie maksimum. Chce się pokazać jak najlepiej i automatycznie przyspiesza :)

Było na trasie kilka podbiegów. To były głównie wiadukty na Starzyńskiego i Wisłostradzie. Wisłostrada to były ostatnie kilometry i to już były ciężkie chwile. Ostatni podbieg był przed samą Cytadelą. Potem długa prosta do mety. Z daleka już majaczyła brama mety a tu ciągle daleko. I marzenie aby wreszcie się zatrzymać, wreszcie dać odpocząć zmęczonym i spuchniętym stopom.


Wbiegając na metę

Wbiegając na metę zegar pokazał w okolicach 3:40 - to był czas brutto. Na Garminie zobaczyłem 3:36:54. Zysk jaki wypracowałem do 30 km jeszcze powiększyłem. Dało to lekko ponad 8 minut poniżej pierwotnie zaplanowanego czasu.

Widzę po raz kolejny, że porządne przygotowanie do maratonu daje dobre rezultaty. Poza tym dobre przygotowanie żywieniowe to też podstawa. I odżywianie na trasie. I napoje. I głowa. Przede wszystkim dobre nastawienie i wiara we własne możliwości.

Po przekroczeniu mety

Wracając do domu, kuśtykając do metra, myślałem co konkretnie wpłynęło na sukces w 38. PZU Maratonie W-wskim. I nie tylko w tym biegu. Także w każdym innym. Bo wszystkie starty w tym roku przynosiły życiówki. I to nie byle jakie. Każda dycha, prawie każda piątka, w półmaratonach w Hajnówce i BMW Praskim. To były wyniki, o których w zeszłym roku nawet nie marzyłem...

Otóż na wiosnę trenowałem według planu aby złamać 20 minut na 5 km. Nie udało mi się osiągnąć tego celu, zbliżyłem się tylko bardzo do tej granicy. Podczas Biegu Ursynowa, 11 czerwca,  na atestowanej trasie 5 km uzyskałem czas 20:24. Było blisko, bardzo blisko. Ale te 6 tygodni ciężkich, bardzo ciężkich przygotowań miało wpływ na cały sezon. Po tygodniu odpoczynku po maratonie i tygodniu roztrenowania podejmę kolejną próbę przygotowania do 5km w 20 minut. To na pewno da mi dużo na zbliżający się Bieg Chomiczówki :)

A następny maraton? Oczywiście 39. PZU Maraton W-wski we wrześniu 2017. Nie widzę inaczej. 3:30?

Wyniki:
czas: 3:36:56,
tempo: 5:08 min/km,
miejsce open 1226/5924,
miejsce wg. kategorii wiekowej: 491/1839,
miejsce wg płci: 1164/4899.

Endomondo: kliknij tutaj...